Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
533 posty 1829 komentarzy

WPS

stanislav - narodowiec, realista, wielopokoleniowy łodzianin, demaskator antypolskiej obłudy

Nieopowiedziana Polska…czyli zakłamana.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na ugorze wiedzy historycznej współczesnych Polaków utrwalane są niebezpieczne stereotypy.

 

 
Rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja oraz kolejny raz wykorzystanie tej rocznicy do manipulacji niewiedzą historyczną Polaków skłoniły mnie do rozmyślań, z jednej strony nad stanem nauk historycznych w Polsce współczesnej, z drugiej zaś nad wygodnictwem intelektualnym Polaków oraz niewybaczalną bezmyślnością tzw.                                                    ” elit pomagdalenkowych”.
Na ugorze wiedzy historycznej współczesnych Polaków utrwalane są niebezpieczne stereotypy. Jeden z nich, to mitologiczna, sienkiewiczowska Polska szlachecka. Następnie rzekomo postępowa, dalekowidząca i bezwzględnie stłumiona przez zaborców Polska liberalno-demokratycznych reformatorów 3 majowych. Po niej niepokorna i rewolucyjna Polska heroicznych powstań XIX wiecznych. Kolejna, to niepokalana, wymarzona i  zdradzona Polska międzywojenna. Wreszcie rzekomo siermiężna, zacofana i wyśmiewana Polska Ludowa. No i na koniec Polska demokratyczna, liberalna, kapitalistyczna i europejska.
Ileż kłamstw i uproszczeń w tych stereotypach oraz jaki ładunek dezinformacji i kastracji nas, Polaków z rozsądku politycznego i realnego myślenia w kategoriach narodowego interesu oraz rzeczywistego awansu cywilizacyjnego i pozycji międzynarodowej odpowiadającej naszym potencjalnym możliwościom ?!
Wielka praca przed nami, świadomymi polskimi narodowcami! Nikt z niej nas nie zwolni! Inaczej – i w samorządach, i państwem rządzić będą – w kolejnych wcieleniach, zwykłe kanalie ! Wyścig już się rozpoczął!
Dlatego polecam naszym czytelnikom interesujący tekst znaleziony w sieci.
PZ
Historia to nie tylko opowieść militarna, złożona wyłącznie z Wielkich Dat i Wielkich Nazwisk. Redukowanie fundamentalnego dla kształtu współczesnej Polski okresu 1939-1956 do karabinów, ziemianek i katowni UB jest wyrazem historycznej niedojrzałości. Heroiczny opór Wyklętych jest czymś szlachetnym i godnym upamiętnienia, ale przy zachowaniu właściwych proporcji.
Działalność powojennego podziemia antykomunistycznego musimy wpisać w szereg rewolucyjnych procesów z tamtych lat: zniszczenia ziemiaństwa i arystokracji; dewastacji inteligencji; przesunięć w handlu spowodowanych zagładą Żydów oraz wypędzeniem Niemców i konfiskatą ich fabryk; ideowego „skrętu w lewo” Państwa Podziemnego, wynikającego ze świadomości słabości i zaniechań Polski przedwojennej; przesiedleń Polaków z Kresów i procesu „kolonizacji” Ziem Zachodnich; powojennego zbliżenia Kościoła do chłopów i robotników (przy pamięci o przedwojennej niechęci ruchu ludowego do kleru); reformy rolnej; industrializacji; elektryfikacji i podniesienia jakości życia na wsi; urbanizacji; migracji ze wsi do miast (do dziś nie zakończonej); masowej edukacji chłopów i robotników;  wreszcie „bitwy o handel”.  Tak wyglądają nasze korzenie. Współczesna Polska wciąż pozostaje historią nieopowiedzianą.
Historia Polski to historia polityczna i militarna – mniej lub bardziej krwawa, mniej lub bardziej chwalebna, mniej lub bardziej tragiczna, ale opowieść o królach, premierach, przegranych i wygranych bitwach. Tak okrojone rozumienie historii, zredukowane do wojaczki i politykierstwa, znajdziemy na łamach tygodników opinii i ich historycznych dodatków, w studiach telewizyjnych, publikacjach popularno-naukowych, wreszcie, co najistotniejsze, na kartach szkolnych podręczników. Konsekwencje tego stanu rzeczy są jasne: sposób w jaki uczymy się, rozumiemy, propagujemy czy pogłębiamy naszą wiedzę historyczną, jest z góry „zaprogramowany” i ograniczony głównie do wymiaru polityczno-militarnego. Dodatkowo także sama polityka traktowana jest mocno powierzchownie, sprowadzona do poziomu wymiany kolejnych gabinetów, plejady premierów, politycznych gwiazd, bohaterów i zdrajców, karuzeli zmian personalnych i potyczek międzypartyjnych. Na kwestie programowe i spory ustrojowe, politykę rozumianą jako zmaganie się z tym, co państwowe (polityki publiczne) nie ma już w tej naszej popularnej historii miejsca.
Nawet kiedy w programie szkolnym pojawi się okazja na wyjście poza wąski polityczno-militarny horyzont, to ujęcie konkretnych tematów szybko tę szerszą perspektywę „ucina”.
Warto tutaj podać dwa przykłady.
Po pierwsze, rozdział poświęcony przywilejom szlacheckim – doskonała okazja do poważnej dyskusji na temat plusów i minusów demokracji szlacheckiej, jej ustrojowych zalet, jak i zasadniczych wad, które w konsekwencji wpłynęły na degenerację całego systemu i przyczyniły się do rozbiorów. Świetny przyczynek do rozszerzenia historii I RP poza elitarne kilka procent społeczeństwa, czyli narodu szlacheckiego i pochylenie się nad historią polskiego mieszczaństwa (a w ten sposób nad historią rozwoju, czy raczej niedorozwoju polskich miast i historią gospodarczą naszej ojczyzny) oraz historią i kondycją chłopstwa, ich roli w systemie politycznym i gospodarczym kraju, kwestii pańszczyzny, zróżnicowanego statusu kmieciów w ramach samej warstwy chłopskiej. Nic z tego. Przywileje rozpatrywane są przede wszystkim jako narzędzie politycznej gry między królem a szlachtą i okrojone do obrony i poszerzania „złotej wolności”.
Przykład drugi – reformy ustrojowe króla Poniatowskiego, zwieńczone Konstytucją 3 maja. Doskonały moment na stworzenie bilansu I RP oraz poważną refleksję na temat ustrojowo-cywilizacyjnej kondycji naszego państwa w XVIII w. Szansa na dojrzałe potraktowanie działań naszych zaborców, jako wyniku nie tylko ich ekspansywnej, imperialnej polityki, ale także zasadniczych zmian, jakie zachodziły wówczas w Europie i poprzedziły rozbiory Polski – narodzin nowoczesności, z jej centralizacją władzy, powstaniem profesjonalnej biurokracji, rozbudową administracji państwowej, sądownictwa, szkolnictwa, zawodowej armii etc. Tymczasem nasze podręczniki cały ten okres znów sprowadzają do podstępnych monarchów i szabel konfederatów, czyli wąsko pojmowanej polityki i działań militarnych.
W konsekwencji w naszym rozumieniu historii nie ma już miejsca na jej inne, nie mniej ważne, a czasami istotniejsze wymiary: gospodarczy, finansowy, społeczny, obyczajowy, religijny, naukowy, demograficzny; historię miast i przemysłu; administracji i szkolnictwa; chłopstwa i mieszczaństwa; religii i filozofii; Kościoła i państwa; ustroju i polityk publicznych; ziemi i ich właścicieli; transportu i technologii; lekarzy i wynalazców; mieszkań i ich braku; architektury i mody; muzyki i filmu; kobiet i mężczyzn.
Obok słabości do szabli i polityki, mamy skłonność do redukcji historii do wymiaru Wielkich Nazwisk i Wielkich Dat.
W pierwszym przypadku chodzi o kładzenie nacisku na kartach podręczników i w debacie publicznej na rozpatrywanie historii przez pryzmat jednostek, ich decyzji, sukcesów i porażek. Jednocześnie, ze skłonnością do fragmentarycznego i wybiórczego rozpatrywania biografii Wielkich Nazwisk, zgodnie z ideologicznym pobudkami danej strony sporu historycznego/politycznego. Sam dobór postaci również jest jasno sformatowany – w pierwszej kolejności chodzi o królów, prezydentów, przywódców politycznych i dowódców wojskowych; gdzieś z tyłu majaczy jakiś Mickiewicz, z drugim Chopinem.
Wielkie Daty to 1410, 1683, 1772, 1830, 1918, 1944 – po raz kolejny wojna i polityka.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że takie „punktowe sformatowanie” historii wiąże się często z nieumiejętnością z jednej strony potraktowania jej jako złożonego procesu, gdzie każde wydarzenie trzeba umieścić w szerszym łańcuchu zdarzeń, z drugiej poszczególne ogniwa tego łańcucha są zróżnicowane i łączą różne porządki wymienione wcześniej, jak gospodarkę, idee, naukę czy kwestie obyczajowe.
Tymczasem u nas zbyt często skupiamy się na wkuwaniu dat, zamiast skomplikowanej procesualności historii.
Wszystkie te bolączki i słabości naszego popularnego rozumienia historii odnajdziemy w fenomenie Żołnierzy Wyklętych. Na pierwszym planie to opowieść arcymilitarna, z polityką okrojoną do prostego antykomunizmu w tle; podmiotami historii są Wielkie Nazwiska Dowódców Oddziałów, Wielkie Daty to już tylko ciąg bitew, starć i potyczek, pozbawiony głębszej procesualności.
Jednocześnie problematyczne są trzy redukcyjności. Po pierwsze, brak dystynkcji organizacyjnej – szyld „Żołnierzy Wyklętych” jest szeroki i pojemny, brakuje nam choćby podstawowego rozróżnienia na podziemie poakowskie, czyli Wolność i Niezawisłość, oraz siły narodowe, czyli Stronnictwo Narodowe i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe.
Po drugie, redukcja do wymiaru militarnego bez pochylenia się nad różnicami programowymimiędzy tymi dwoma podstawowymi ugrupowaniami podziemia antykomunistycznego (nie mówiąc już o ludowcach czy PPS-ie) – pożądanym modelem gospodarki, podejściem do mniejszości narodowych, kwestii granic, systemu społecznego czy politycznego wymarzonej nowej Rzeczpospolitej.
Wreszcie redukcja trzecia i najważniejsza – „wyjęcie” Wyklętych z szerszego łańcucha zdarzeń historycznych lat 1939-1956 i sprowadzenie ich do wymiaru historycznej popkultury oraz nowej polityki historycznej i symbolicznej, stanowiącej oczywiście właściwą i potrzebną reakcję na dekady kłamliwej propagandy władz komunistycznych.
Co nie zmienia faktu, że to, czego nam dziś brakuje, to zachowanie proporcji i wpisanie podziemia antykomunistycznego w szereg złożonych procesów budujących kształt współczesnej Polski i naszą dzisiejszą tożsamość.
Dlaczego okres 1939-1956 jest tak istotny?
„Polska, jaką znam i w jakiej żyłem od urodzenia, to Polska zerwanej ciągłości. (…) Dramatyczne zerwanie zaczął wybuch II wojny, dopełniło go zaś wprowadzenie komunizmu” – oto pierwsze zdania Eseju o duszy polskiej prof. Ryszarda Legutki. „W Polsce w latach 1939-1956 dokonała się rewolucja społeczna. Okrutna, brutalna, narzucona z zewnątrz, ale jednak rewolucja” – tak rozpoczyna się Prześniona rewolucja autorstwa dr. Andrzeja Ledera. Zarówno Legutko (prawica), jak i Leder (lewica) zgodni są co do diagnozy i punktu wyjścia, a to, co ich różni, to rozłożenie akcentów tej fundamentalnej rewolucji i jej składowych, wynikające z innych wrażliwości ideowych, a tym samym różnych „wektorów przychylności”. Były minister edukacji zwraca się raczej od PRL do II RP, natomiast autor Prześnionej rewolucji – odwrotnie.
Na czym według Ryszarda Legutki polegało owe „dramatyczne zerwanie”? W pierwszej kolejności chodzi o zniszczenie arystokracji, ziemiaństwa i inteligencji, śmierć wielu rzemieślników i przedsiębiorców, zagładę polskich Żydów, wreszcie „geograficzną amputację” w postaci utraty Kresów oraz procesu przesiedleń. „Polska stała się poczwórną ofiarą: agresji niemieckiej, komunistycznego zniewolenia, społecznej destrukcji oraz terytorialnego zaboru”. Legutko kawałek dalej przywołuje tytuł książki Stanisława Mikołajczyka, jaką napisał on już po opuszczeniu komunistycznej Polski, Gwałt na Polsce – tak brzmi według profesora UJ-otu właściwa metafora na określenie okresu 1939-1956. Jednocześnie w Eseju o duszy polskiejzabrakło już miejsca dla chłopów i robotników. Legutko patrzy na II RP i jej zagładę w trakcie II wojny światowej przez pryzmat elit inteligenckich, arystokracji i mieszczaństwa. Przedwojenni chłopi pojawiają się dopiero po 1945 roku, jako „ludzie bez korzeni”, „chaotyczna społeczność zdezorganizowana przez historię, politykę i ideologię”, którzy teraz przenoszą się ze wsi do miast.
Inaczej akcenty rozkłada Andrzej Leder. Zwracając oczywiście uwagę na te same składowe co Legutko (i co ciekawe dokładając do nich czystkę Komunistycznej Partii Polski z 1937 roku), rozszerza jednocześnie perspektywę patrzenie na ten dramatyczny i jednocześnie przełomowy dla naszej historii okres o kwestię chłopów i reformy rolnej; cały rozdział poświęca przedwojennej sytuacji Żydów w Polsce, zwracając uwagę, że dopiero po ich zagładzie pojawiła się duża „wolna przestrzeń” w handlu dla etnicznych Polaków, którzy w ten sposób zaczęli na dużą skalę zajmować dawne miejsce Żydów w warstwie mieszczańskiej; wreszcie dużo miejsca poświęca powojennej forsownej industrializacji i związanej z nią urbanizacji oraz procesowi migracji ze wsi do miast. Leder nie ma wątpliwości, rewolucja lat 1939-1956 „niesłychanie głęboko przeorała tkankę polskiego społeczeństwa” i „utorowała drogę do, najgłębszej być może od wieków, zmiany mentalności Polaków – odejścia mentalności określanej przez wieś i folwark ku zdeterminowanej przez miasto i miejski sposób życia”, stając się w ten sposób „przełomem w polskiej historii”.
Tak wygląda punkt wyjścia i tematy, które należy przepracować. Celem powinna być swoista synteza Legutki i Ledera, opowieści o „śmierci” starego świata i „narodzinach” nowego. Jednocześnie ta nowa opowieść musi otwierać się na nowe tematy oraz pogłębiać już te istniejące.
W przypadku Legutki właściwe wydaje się uzupełnienie jego Eseju o duszy polskiej choćby o większy krytycyzm w stosunku do Polski przedwojennej. Symptomatyczny jest fragment poświęcony estetycznej degradacji PRL wobec II RP. Legutko pisząc o ahistoryczności blokowisk jako miejsc życia, zestawia je z przedwojennym budownictwem: kamienicami, willami i posiadłościami wiejskimi. I tutaj wyliczenie się zatrzymuje: nie ma ani słowa o chatach pod strzechą, stanowiących większość domów większości ówczesnego społeczeństwa polskiego. Punktem wyjścia może być tutaj praca Filipa Springera – 13 pięter, a na horyzoncie majaczy również wielki temat programów budownictwa mieszkalnego Gomułki i Gierka.
W przypadku Ledera stawiającego tezę, że to właśnie komunizm jest ostatecznie odpowiedzialny za pełnoprawne włączenie chłopstwa do narodu polskiego, wydaje się, że warto skontrować go takimi pracami jak Odwieczny naród Michała Łuczewskiego czy Źródła narodowości. Powstanie i rozwój polskiej świadomości w II połowie XIX i na początku XX wiekuNikodema Bończy-Tomaszewskiego, rozszerzając w ten sposób kontekst narodotwórczy o rolę Kościoła, endecji, a także samego ruchu ludowego na przełomie XIX i XX wiekuRównież w przypadku industrializacji i reformy rolnej warto sięgnąć do okresu przedwojennego i drugiej połowy lat 30. – pracy Dysproporcje. Rzecz o Polsce przeszłej i obecnej, autorstwa wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego i jego praktycznej działalności w postaci COP-u, oraz postaci Juliusza Poniatowskiego, ministra rolnictwa i reform rolnych.
Następnie prześledzić programy polityczne, gospodarcze i społeczne podziemnych partii politycznych i samego Państwa Podziemnego tak, aby umieszczając zagadnienia w dłuższej perspektywie trwania, zauważyć wojenny „skręt w lewo” i zastanowić się czy, czasem alternatywna niekomunistyczna Polska powojenna, nie byłaby w stanie zrealizować tych reform społecznych co PRL, bez terroru i obecności naszych „braci ze Wschodu”.
I tutaj znów wracamy tutaj do arcymilitarnej opowieści o Wyklętych, która wraz z mitem Powstania Warszawskiego bardzo mocno organizuje naszą pamięć i narzuca określony obraz i interpretację lat 1944-1956. Tymczasem rozpatrywanie okresu powojennego wyłącznie przez pryzmat karabinów i ziemianek niesie za sobą cztery podstawowe zagrożenia.
Po pierwsze, ze względu na swój stricte militarny charakter uniemożliwia dostrzeżenie tematów wymienionych wcześniej, które miały jeszcze istotniejszy wpływ na kształt powojennej Polski niż heroiczny opór Wyklętych.
Po drugie, utrudnia dostrzeżenie innych niż militarne, sposób walki z komunistami, np. działalności PSL-u Mikołajczyka, który w szczytowym momencie liczył sobie kilkaset tysięcy członków. Mocno widać to choćby w opus magnum Piotra Semki – My reakcja. Historia emocji antykomunistów 1944-1956. Publicysta DoRzeczy z jednej strony rozszerza naszą perspektywę spojrzenia na wskazany w tytule okres, z drugiej jasno wskazuje, który ze sposobów działalności był właściwszy i dojrzalszy – karabin i oczekiwanie na wybuch III wojny światowej było bardziej uzasadnione niż podjęcie politycznej walki przez powojenny PSL. I znów narracja stricte militarna pozostaje tą wiodącą.
Po trzecie, mówiąc o powojennej historii Polski, redukujemy ją do walki dwóch zantagonizowanych obozów: tych, którzy pragnęli niepodległej Polski oraz tych, którzy wypełniali postanowienia jałtańskie. Jest to oczywiście ujęcie potrzebne i zasadne, ale niedojrzałe, bo niepełne, skupiające się tylko na tych, którzy podjęli „grę o państwo”, a eliminujące z historycznego horyzontu miliony zwykłych ludzi, budujących wówczas nowy polski naród.
Po czwarte wreszcie, ryzykujemy całkowitą delegitymizacją okresu PRL jako państwa całkowicie i jednoznacznie niepolskiego, jako swoistego uzurpatora, „czarną dziurę” w okresie polskiej państwowości. Konsekwencje są jasne – w ten sposób nie warto zajmować się innymi tematami niż zbrojny upór przeciwko PRL i bohaterskie śmierci w ubeckich więzieniach. Natomiast w samym okresie Polski Ludowej interesują nas tylko Wielkie Daty, czyli „polskie miesiące”, rozpatrywane wyłącznie jako kolejne „stacje” w walce o odzyskanie niepodległości, oraz Wielkie Nazwiska – bohaterów i zdrajców, towarzyszących nam w tej insurekcyjnej podróży.
Tymczasem stawka w tej grze jest naprawdę duża i doskonale przedstawił ją Ryszard Legutko w Eseju o duszy polskiej: „Polak współczesny ma poważne kłopoty tożsamościowe, bo nie wie, co konstytuuje jego dzisiejszą rzeczywistość, co go ukształtowało, co ma chwalić, a co ganić, jakie są jego możliwości, miejsce i rola we współczesnym świecie, z czego w przeszłości powinien czerpać oraz jakie wyzwania przyszłe przed nim stoją. Od siedemdziesięciu lat Polacy są niemal wyłącznie przedmiotem, w znikomym zaś stopniu podmiotem historii (…) Polacy ciągle szukają swojego miejsca, nadrabiają zaległości, dołączają do innych, zamiast zajmować się kształtowaniem współczesnego świata zgodnie z własnymi planami i poczuciem słuszności”.
Zagrożenia w tym „genealogicznym procesie” są dwa: albo możemy szukać swojej tożsamościowej legitymizacji daleko w przeszłości, umieszczając nasze symboliczne wyobrażenia w utopijnym, arkadyjskim obrazie I RP, z jej światem dworków, pól i lasów, albo uciekać w kosmopolityczny sen, mrzonkę o bezpiecznej, globalnej wiosce. Idealizacja przeszłości vs idealizacja przyszłości – jeden i drugi scenariusz tak samo naiwny i podzielający tę samą podstawową wadę – budowanie bajkowych, nieistniejących światów, chęć ucieczki od żywiołów historii, nieumiejętność zmierzenia się z jej złożonością i prawdziwymi wyzwaniami jakie przed nami stawia.
Okres 1939-1989 wciąż czeka na opowiedzenie.

za: //jagiellonski24.pl/2016/03/03/nieopowiedziana-polsk 

 

więcej: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/05/04/nieopowiedziana-polska-czyli-zaklamana/

 

 

 

KOMENTARZE

  • WPS
    https://www.youtube.com/watch?v=KfmMnuLbd14
  • WPS
    https://www.youtube.com/watch?v=2Id7cHuEx6k&t=754s
  • WPS
    https://www.youtube.com/watch?v=Hnl60a75KnM
  • WPS
    https://www.youtube.com/watch?v=va_XOP-k_BQ&t=244s
  • 5* za wbór interesującego tekstu
    "Legutko pisząc o ahistoryczności blokowisk jako miejsc życia, zestawia je z przedwojennym budownictwem: kamienicami, willami i posiadłościami wiejskimi. I tutaj wyliczenie się zatrzymuje: nie ma ani słowa o chatach pod strzechą, stanowiących większość domów większości ówczesnego społeczeństwa polskiego."

    Prawa chłopów i tych mieszkających w chlewach, bo nawet nie w chatach - czyli parobków - były gwałcone przez polskie elity( szlachta, kościół, bogate mieszczaństwo) przez wieki. Ci "podludzie" nie byli nawet uważani za obywateli, tylko niemą masę - bez czucia, pragnień, możliwości rozumienia świata. A kiedy role się odwróciły, to podniosło się wielkie larum- gwałt na Polsce! PRL była słusznym "gwałtem" na Polsce burżujów. O ile oczywiście podzielenie wspólnego dobra pośród wszystkich obywateli można nazwać gwałtem. A co do sugestii, że alternatywą niekomunistyczną dałoby się Polskę zreformować, to jest oczywista bzdura, która nie znajduje żadnego potwierdzenia w realnym świecie.
  • @AgnieszkaS 20:14:37
    jeszcze w latach 60-tych było na wsiach sporo hat krytych słomą. Można sobie więc wyobrazić jak wyglądała polska wieś przed wojną.
  • Dobry tekst pokazujący dużo wiecej prawdy niż oficjalna historia.
    Polską historię trzeba odkłamać bo jest zakłamana w sposób haniebny.
    Ostatnie 30 lat to hańba dla historyków budujących wiedzę Polaków o Polce.

    A najciekawsze jest to że we władzach solidaruchów aż roi się od historyków.
    W dzisiejszej Polsce pojęcia Historyk, polityk, ekspert, dziennikarz stają się wręcz synonimami słowa kłamca.
    Wszyscy oni kształtują poglądy Narodu Polskiego fałszywe poglądy..

    A kto okłamuje Naród Polski ten jest wrogiem tego Narodu u nie znaczenia ile Polskich flag dźwiga, ile razy klęka przed Polskimi pomnikami i jak bardzo deklaruje i manifestuje swój "patriotyzm" i swoją "polskość".

    Polski Naród okłamują wrogowie tego Narodu.
    Każdy oszust pospolity złodziej działa na fundamencie kłamstwa .. skuteczne okłamanie ofiary to pierwszy krok do sukcesu (czyli do jej ograbienia)

    Tak trzeba postrzegać dzisiejsze "elyty" solidaruchów i kleru.
  • @Oscar 13:33:13
    "Dobry tekst pokazujący dużo wiecej prawdy niż oficjalna historia."

    Tekst jest bardzo dobry i powinien być wyeksponowany. Niestety, oni się tam na górze "mydlą" i "mydlą". Wkrótce się dowiemy, że Polska napadła na Niemcy i tak się rozpoczęła II Wojna Światowa.
  • @Oscar 13:33:13 no to odkłamuję.
    Skąd się bierze tak otwarta nienawiść do własnego narodu i tak nieskrywany antypolonizm wewnątrz Polski? Gdyby obserwowane dziś procesy zdarzyły się po 1939 r., byłaby kolaboracja na niespotykaną skalę, powszechne szmalcownictwo i donosicielstwo. W tych głosach i stanowiskach, i tu politycy są ważniejsi niż „dziennikarze”, gdyż składają ślubowanie oraz reprezentują polskie państwo, nie ma żadnej orientacji na Polskę, choć zainteresowani twierdzą oczywiście, że wyłącznie o Polskę im chodzi. Propolskie ma być to wszystko, co nasz kraj i naród deprecjonuje, poniża, obraża i zohydza. Bo w ten sposób ma być ponoć deprecjonowana, poniżana, obrażana i zohydzana jedynie obecna władza. To oczywiście tylko usprawiedliwienie, i to wyjątkowo głupie, bo fundamentalna jest jednak nienawiść do polskości w Polsce. Tylko w związku z antypolonizmem płynącym z zagranicy, a nie indukowaną przez niego nienawiścią do Polski w Polsce. Trudno znaleźć w historii Rzeczypospolitej, nawet w czasach rozbiorów i Targowicy, tak otwartą nienawiść do części własnego narodu i tak nieskrywany antypolonizm wewnątrz Polski, z jakim mamy do czynienia obecnie. I trudno znaleźć porównywalne przykłady wykorzenienia. Gdyby obserwowane obecnie procesy zdarzyły się po 1939 r., mielibyśmy kolaborację na niespotykaną skalę zarówno z III Rzeszą Hitlera, jak i z Sowietami Stalina. Mielibyśmy powszechne szmalcownictwo i donosicielstwo, a Polskie Państwo Podziemne i jego siły zbrojne, czyli Armia Krajowa, nie mogłyby funkcjonować. Tak to wygląda z historycznej perspektywy, dlatego powinno się bić na alarm. Bo tu nie chodzi o nienawiść do konkretnej władzy czy do PiS jako partii rządzącej. Tu chodzi o zagrożenie polskości i suwerenności poprzez przyłączenie się do najbardziej agresywnego antypolonizmu. Chodzi o sprowadzenie Polski do roli Priwisliańskiego Kraju albo Generalnego Gubernatorstwa. Wiem, że brzmi to patetycznie, ale o to w gruncie rzeczy toczy się gra. To jest próba zaorania Polski i wykorzenienia narodu z polskości. To potomkowie tych, którzy współpracowali z Sowietami. Liczą również na powrót do władzy. To nie są Polacy, tylko grające rolę Polaków matrioszki. Antypolonizm wewnątrz Polski jest wynikiem aktywności istot posiadających obywatelstwo polskie, lecz będących potomkami tych którzy przyszli ze wschodu wraz z armią czerwoną. To są potomkowie ubeków przywiezionych na czołgach w 1944 r. i analfabetów z czworaków przywiezionych przez władze żydokomunistyczne do pracy w miastach po wojnie. Oni nie mieli z Polską nic wspólnego. Homosovieticus i potomkowie folksdojczy, werwolfu i banderowców z UPA. Trzeba jasno powiedzieć, że Polskę zamieszkują Polacy, którzy mają duszę polską. Zamieszkują tu również ludzie o rodowodzie nieznanym, którzy na potrzeby własne ( i nie tylko ) przedstawiają się jako Polacy. Co zmusza człowieka uczciwego do zmiany nazwiska? (np Lisienko na Lis). Ile polskich dowodów osobistych otrzymali bezpośrednio po wojnie, wszelkiej maści sowieccy aparatczycy pozostawieni w Polsce. Wszystko na potrzeby referendum i wyborów. W Polsce zawsze już będą my i oni, une..To także oikofobia czyli ponad 300 letnia, specyficznie polska tradycja targowicy, jurgieltu i zdrady swoich. Polska nie przetrwa bez silnej scentralizowanej władzy, i to wszystko w ramach trzech władz. Inaczej rozlezie się w wywołanym przez wrogie media szambie. Jak w 18 wieku, w czasie gdy scentralizowane państwa wokół rosły Dziś mamy "scentralizowany antypolonizm", któremu inaczej nie przeciwstawimy się jak poprzez likwidację karykatury-demokratury u siebie i konsolidację. Także poprzez eliminację targowicy i targowiczan. Żydom podoba się Polska, to ich wyśnione i wymarzone od dawien dawna miejsce w Europie. Chcą nas wyrugować, zabić szczepionkami, zniszczyć i osiedlić się tu i uczynić z nas niewolników. To dziecko już wie. Działania antypaństwowe i antypolskie podlegają karze. Dlaczego więc V Kolumna SLD, PO, Nowośmieszna, mniejszości mogą bezkarnie hasać po Polsce i ją na naszych oczach niszczyć ? Jest nawet mocno usadowiona w strukturach Państwa. Np. w MSZ czy resortach Kultury i Nauki. Tylko, że to nie Polacy ją tworzą.! Gdzie prokuratura i sądy ? Gdzie repolonizacja mediów? Rozbijacka postawa obecnego prezydenta nasiliła anty Polskie postawy naszych wrogów. Zauważyli słabość i rozbicie obozu zmian. Więc dostali nadzieję na skoordynowane ataki. Brak aneksu WSI, brak śledztwa w sprawie Ks. Jerzego, brak repolonizacji mediów, brak rozliczenia Komorowskiego i spółki, brak ekshumacji w Jedwabnem, budowa Poiln to zdrada! Kto ma was popierać? Za zdradę Narodu i Państwa Polskiego jeden wyrok - ściana i pluton egzekucyjny lub szubienice - latarnie!.


    Ps.II..Skąd się to bierze. No, zastanówmy się. Z ponad 50 letniej indoktrynacji sowieckiej zniewolonych służalczych wobec systemu czerwonych elit. Elit które komuna wykreowała i stworzyła. Stan posiadania tych elit zależał od zdrady, serwilizmu wobec każdej władzy. Zmienia się układ zależności, podmiotem staje się naród a nie wąska grupa beneficjentów, i ta grupa zdolna do każdego draństwa to draństwo czyni obecnie. Wielu ludzi mieszkających w Polsce i używających nawet języka polskiego nie utożsami się z Polską z różnych względów (tak zostali wychowani, pochodzą z mniejszości etnicznych, mają jakieś kompleksy itd. itp.). Ale postawmy szersze pytanie: skąd w ogóle bierze się antypolonizm na świecie i kto (jaka nacja czy nacje) brylują w jego upowszechnianiu. Kto bez przerwy na nas napada, przykleja nam gębę, oskarża o absurdalne i niepopełnione (niezawinione) przewiny i kto usiłuje Polskę "wyszlamować" na grube miliardy. To jest próba zaorania Polski i wykorzenienia narodu z polskości. Wyjaśnienie skąd to się bierze. W pamięci narodowej jest utrwalone, że Polacy walczyli o niepodległość przez 200 lat. Bohaterscy Polacy ginęli, byli wywożeni, zmuszani do emigracji. O tym wszyscy wiemy. Natomiast zupełnie uchodzi naszej uwadze, że równocześnie przez te 200 lat powstawała warstwa kolaborantów będących częścią administracji wrogich państw okupujących Polskę. Oni żyli ze zdrady Polaków. Tworzyli "elity" które dzisiaj określilibyśmy czy możemy nawet określić jako kapo w polskim obozie koncentracyjnym których zadaniem jest wymuszenie jak największej daniny z polskich podludzi. Przynależność do kapo "elit" była dziedziczona, dzieci podobnie jak rodzice byli właściwie ustawieni, okupant dbał o nich ponieważ ich potrzebował. Jak żydowską policję i Judenraty w gettach. Oni są całkowicie wynarodowieni, gorzej, nienawidzą niepodległej suwerennej Polski i silnego narodu, są janczarnią. A to dlatego, że silna Polska, pozbawia ich emocjonalnego prawa bytu: z herrenrasse pilnującej podludzi jako herrenludzi są degradowani do paskudnych zdrajców. Również są odcinani od koryta umożliwiającego nieprawdopodobną kradzież pieniędzy Polaków. Do tej janczarni należą również środowiska żydowskie, które jeszcze przed rozbiorami zaczęły starać się o likwidację Polski. Robiły wszystko, żeby Polska nie odzyskała niepodległości, robili wszystko, żeby Polska II RP utraciła niepodległość, popełnili ludobójstwo na Polakach między innymi w Katyniu oraz instalując komunizm. Teraz dążą również do likwidacji Polski. Warto zwrócić uwagę na atakujących Polskę w PE, w Niemczech i na świecie. Tam prawie nie ma etnicznych Polaków. Naród janczarsko-żydowski to około 5 mln. ludzi. Ich celem jest likwidacja Polski. Nie są Polakami, są śmiertelnymi wrogami. PO, Nowośmieszna, SLD oraz niestety piszę to z bólem część PiS jest ich partią. Skoro rząd już zauważył, że noszenie jarmułek przez polskich prominentów nie chroni Polski przed antypolskimi atakami żydów, to w takim razie po co wciąż są zakładane? A patrząc na działania policji w Katowicach, atakującą uczestników legalnej propolskiej manifestacji środowisk narodowych nasuwa się pytanie skąd w PiS-ie tylu farbowanych Polaków?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930